feritas blog

Twój nowy blog

Kumie drogi, pamiętasz w naszej dyspucie niedawnej, gdy rzuciłam, że chyba decyzje powinno się podejmować rzucając kośćmi i potem traktować je jak podjęte na podstawie najgłębszego namysłu i starannego rozważania wszelkich faktów oraz dostępnych argumentów? Pamiętasz na pewno nasze rozterki.

I oto siedzę na podłodze, układam swoje śmieci, paruję skarpetki, w tle mroczny serial wzmaga moją aktywną entropiobójczość. Entropia podsuwa mi w jednym z porządkowanych kartoników kostkę do gry. Przemyka mi przez myśl nasza rozmowa i mówię sobie w duchu – „jeśli wyrzucę liczbę z przedziału 4-6, to Bóg istnieje, jeśli 1-3 – nie ma go (brak wielkiej litery świadomy).

Jedna iteracja.
Pada szóstka.

I co ty na to?

Nie piszę

1 komentarz

bo stałam sie Innym Człowiekiem. Człowiekiem Dobrym. Człowiekiem Zrównoważonym. Człowiekiem Sprawiedliwym.
W takim stanie nie da się pisać, bo się po prostu nie ma do czego dowcipnie i sarkastycznie dopieprzyć, epatując erupcją erudycji. A może ejakulując elokwencją.
No nie wiem, Inny Człowiek po prostu nie znajduje w tym takiej dobrej rozrywki. Woli konkretne gadanie i działanie niż enigmatyczne popisywanie się i tekstów z wyżyn głębokiej-psychiki-i-wrażliwości autora, o, przepraszam, Autora!

Autor!

Jako rzecze człek mądry – albo się pisze o życiu, albo się żyje
Póki co skupiam się na tym drugim.
To fajne.
A literatura światowa… no cóż… jakoś beze mnie da radę, nie?
Nie??

Kicia, z racji swej antypostury zwana Kluską, rozmnożyła się jakoś niedługo po Wielkanocy. Dziecięta jurne i zdrowe, same dziurki, czyli córki. Właśnie odbywają szkolenie z obrabiania myszy.
Konkretnie bawią się w „podrzucajmy i szarpmy jeszcze ciepłe mysie zwłoczki, aż  p a n i  wdepnie w te resztki i się zerzyga”.
Bardzo rozwijająca konkurencja. Ćwiczy ich zręczność a moją muskulaturę zwieracza przełyku.
Jednakowoż wzruszajace jest to, że jedną taką uduszoną niebogę dostały dzieci Kluszczyne, a drugą JA.
Została mi spuszczona na stopę podczas gry na kompie. Towarzyszyło temu zachecające pomrukiwanio-gruchanie kocie.
Czyżby był to przytyk do mojej niskiej aktywności fizycznej?? Czy powinnam zacząć żonglować tym futrzastym małym denatem w celu spalenia zgromadzonych zasobów tanki tłuszczowej?
Ach, kogóż zapytac, któż poradzić zdoła!

but just the passing phase!
Kto zna, wie o czym mowa.
Umieram powolutku. Jak każdy. Może nawet na boreliozę, ostatnio zarysowała sie szansa, tłusta i wypasiona, o kształcie uroczego rumienia wokół ukąszenia Iodexyji jakowejś, zapewne łąkowo-polno-plenerowej! Ale znam tyle o wiele gorszych sposobów umierania – oczywiście dostępne mi są pewne wyobrażenia jeno, głównie z rozległej lektury, nie z auto eksperymentów, acz raz… o tak! raz spagetti z główką surowego czosnku dało mi za sprawą podrażnionych organów wewnetrznych, alias flaczków moich drogich, jak też obniżonego skrajnie ciśnienia przedsmak tego, czym ewentualnie umieranie być może i czemu ta eksperiencja lubą memu sercu i umysłowi nie jest.
Ale nim otrzecie zabłąkaną w kąciku oka łzę żalu, niechże zabłyśnie nadziei gwiazdka skromna!
Czyż mogłabym opuścić mnogie kilogramy (może już to nie kilogramy, a tony…?) mych włóczek, skrzętnie zgromadzone na strychu?? Czyż mogłabym opuścić WAS? Czytelnicy moi wierni?! Wszyscy pięcioro??
Nigdy!
Takoż i postaram się pożyć jeszcze.

któż to zgadnie, któż to wie, czemu najlepiej mi się dobija do dna
Kronos Quartet, oryginalną wersją z RFTD
i walcem Chaczaturiana, Walczykiem z Maskarady, tralala!
Teraz słucham. Szkoda, że te kiepskie wykonania słabiej dobijają!
Pomyślę jutro jak się dobić lepiej.

Scarlett O’Feri

Po co człowieka boli?
Żeby się radował, jak przestaje.

Po co człowieka cholernie boli?
Żeby go rozpierała radość i energia, jak przestaje.

Po co człowieka boli jak skurwisyn (lic. poe. by Babcia Helena)?
Żeby myślał o śmierci jak o uldze i jej wypatrywał jak prezentu.

Tyle objaśnień.

Refleksja sponsorowana przez nogę. Moją. W górnej części dziś, w dolnej kiedy indziej. Części nogi, rzecz jasna, nie refleksji.

Errata

Brak komentarzy

Szlachetni a dociekliwi Czytelnicy skłonili mnie do szybkiego reserczu banknotowego.
Boże broń nie w portfelu. Tam tylko miedź brzęcząca. Nawet cymbał brzmiący uciekł z tego pustkowia.
Oczywiście Latorośl wyposażona została w kazka i  w ł a d ka!! Tego zielonego, od mieczy, zielonolasu i nieletniej żony.
Królewski Polański nasz!

Sprawiedliwości stało się zadość, prawda niech Was wyzwoli, o mili moi, a nie oślepi (lic. poe. by J. C)

ale nie liryka! Tym razem logika.
Żelazna logika tkliwa dynamika. Fika-mika.

Moja piękna – po teściowej! – córka postanowiła pójść do fryzjera. Drugi raz w życiu do PRAWDZIWEGO fryzjera. Prawdziwy oznacza tu DROGI.
Uboga matka nie mogła jej wyasygnować stosownej  p r a w d z i w e j  kwoty. Ale oczywiście ojciec mógł i zechciał. Ponieważ w grę oprócz strzyżenia wchodziło farbowanie, więc wysupłał jednego kazka i jednego mieszka. Połączenie zieleni i błękitu, które bardzo dobrze się komponuje w portfelu. Może i w odzieży, nie wiem, mam same czarne albo czerwone rzeczy. Z domieszką szarego.

Mistrz brzytwy, nożyczek i maszynki odradził farbowanie. Połowa funduszu została ocalona. W zasadzie połowa plus 5 złotych.

Rozmarzonym głosem Latorośl podzieliła się z matką – Matką! – tak, jestem Matką!! – planem, którego clou stanowiło, że ocalone środki zostaną przeznaczone na instalacje kolczyka w nosie. Latorośli nosie oczywiście, nie moim przecie, ja lubię podczas kataru spokojnie i swobodnie wciagać gile, nie martwiąc się, że zainstaluje mi się po tym w płucach – lub w przełyku, zależy, dokąd się gila dosiorbie – jakiś metalowy element biżuteryjny.
Odparłam sceptycznie, jako to byłam po rozmowie z Ojcem Latorośli w kwestii latoroślowego planu, iż ojciec stanowczo zaprotestował, mówiąc, że nie będzie się okaleczała za jego pieniądze.

Moja ślicznota na to odparła niewinnym głosikiem:
- Ależ oczywiście! Byłam pewna że tata się nie zgodzi, dlatego też za resztę z fryzjera kupiłam kolczyki, okulary przeciwsłoneczne i kolczyk do nosa. A przebiję go sobie za pieniądze, które dostanę na zajaczka od babci.
Anielski słodki uśmiech, łypnięcie wielkich brązowych oczu, wytuszowane megarzęsy załopotały jak motyle….

Prawdziwa kobieta nie lęka się, jest tkliwa i dynamiczna.
Ja się wciąż uczę.
Latorośl już ma z tego magisterkę.
I doktorat z manipulacji.

Ach, mówienie!
Z czasem, z dnia na dzień, z roku na rok wydaje mi się okrutnie przereklamowane.
Pamiętam czasy, gdy czytałam ze zgrozą o ludziach mrukliwych, którzy pokazywali palcem, zamiast szczegółowo opisać swe pragnienia, żądze i porządze!
A teraz…? Siwizna srebrzy skroń i…

Nabyty został serwis. W kerfurze. Cena wyjściowa – 139 pln. Cena przeceniona – 99 pln. Piknie znaczy.
Kasa, płatność, test paragonu. Na paragonu bezwstydnie widnieje 139 pln. Wzburzenie me puchnie nieco, ale szanując swą świetą duszę i szlachetne zdrowie, nie daję się ponieść przebierającym kopytami rumakom wściekłości.
Bez słowa udaję się do stoiska z menedżerami. Nie wiem, po ile ich sprzedają, żaden nie miał widocznej metki.
Zaginam paragon na feralnej kwocie 139 pln. Wyłuskuję kartonik z porcelanowym produktem z ekologicznej siatki (błyskała mi myśl, że jeśli będę musiała wydać z siebie choć słowo ponad konieczność, to za reklamówkę onąż też sobie każę zwrócić – otulała serdecznie jedynie feralne pudełko).
Menadżerka podchodzi, uroczo się uśmiecha, mówi dzieńdobrysłuchamwczymmogępomóc. Po serdecznym i wylewnym dzieńdobry przykładam paragon kwotą 139 pln do naklejki na pudełku serwisowym, gdzie widnieje 99,99 i stukam w miejscu zejścia się scylli i charybdy niewprowadzonych do systemu promocji palcem, patrząc menadżerce skrzywdzonym wzrokiem prosto w okulary. Po co gadać, wszystko jasne.
Jak widać słowa nie były konieczne – za jakieś trzy minuty pojawia się inny menadżer, pewnie z tych droższych, bo mobilny, a nie stacjonarny. Powtarzam manewr z przykładaniem i stukaniem. Dokładam wymowne spojrzenie. Droższy wyjmuje telefon i dzwoni do najdroższego, przez kerfurnych autochtonów nazwanego kierownikiem.
Po krótkiej rozmowie mówi do stacjonarnej, ze wypłacić.
Stacjonarna kseruje paragon, wypłaca bez zbędnych korowodów.
Oddalam się z 39,01 pln w kieszeni, niezdartym gardłem i umysłem nieskażonym negatywną emocją.

Mowa jest srebrem – wymowne stukanie paluchem – zaiste diamentem czystej wody!


  • RSS